Cypr-dzień 2

Postanowiłam pojechać na cypryjską Ibizę. Najpierw poszłam na autobus miejski. Generalnie nie ma rozkładu. Mówi się, że co pół godziny. Był za 15 min. Następnie autobus lokalny do Ayia Napa, docelowo do Nissi Beach. Na zdjęciach wyglądało zachęcająco. Szczegóły jak dotrzeć i za ile podam w osobnym poście na ten temat. 
I co? Wielkie rozczarowanie. Nissi beach nie przypomina niczym zdjęć z googla 🙂

Pełno ludzi, leżaki, parasole, infrastruktura dla sportów wodnych. Jednym słowem typowy turystyczny kicz. I te decybele techno muzyki!!! Masakra!!! A że autobus powrotny miałam o 16.15 to musiałam wytrzymać. Jedyny plus to karaibski kolor morza. 

Wieczorem poszłam wezwana dzwonami do cerkwi Św. Łazarza. Niestety w takim ubraniu nie mogłam z szacunku do mojej religii wejść do cerkwi w czasie naborzeństwa. 
Wracając trafiłam na niesamowite miejsce. Coffe break, z artystycznymi dziełami właściciela. Taka twórczość, że raczej bym nie wystawiła w warszawskiej galerii ale całość tam, w tym miejscu wyglądała bardzo klimatycznie. 
Jutro plażuję, pod hotelem. Znając siebie i moje wysokie wymagania odnośnie plaż zrezygnowałam z wyjazdu na Pafos. Bo znowu pojadę 4 godziny, żeby zobaczyć zwykłą plażę. 
W lokalnym barze zaczepia mnie już drugi dzień pewien mężczyzna. Usiadłam z nim na kieliszek wina. Przy okazji dowiedziałam się co to jest Carob czyli lokalna słodycz naturalna. Syrop z corabu to coś podobnego do miodu. Kolega poczęstował mnie wódką Zivana- ponoć idealna na przeziębienia. Do picia i smarowania. I opowiadał mi o Oxy day. Jak to Cypryjczycy są prawie grekami, stąd świętowanie greckiego dnia. 
Może jeszcze wpadne do lokalu za rogiem. Tak wczoraj grali, że nie mogłam zasnąć 🙂




Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *